tutaj w Belgii mowia “pap”, u nas w Polsce uzywaja slowa papka; ja uzywam obu slow naprzemiennie, w zaleznosci od stopnia pochmurnosci tudziez promiennosci (czyli tak, jak mi sie podoba)
pap-ka, to gesta substancja, sporzadzona na ogol z mleka i czego jeszcze (na ten przyklad ryzu), pap-ka moze byc tez zupa, a kokretnie przecier z warzyw, jaki serwuje sie malym dzieciom (jeszcze bezzebnym)…lub wszystkim pozostalym, takze doroslym, niekoniecznie bezzebnym, ktorzy zwyczajowo lubuja sie w pap-kach
ja pap-ki tez lubie, tak bezwarunkowo, po prostu…od zwyklej kaszki (pap-ki) manny po pap-ke tof’owa – wyrob wlasny, mnie papki nie odrzucaja, smakuja mnie nawet, generalnie: chetnie sie pap-kam
i jak na ironie losu, swiat tez staje sie pap-ka, przeogromna pap-a, zbiorem i przemialem mysli, pogladow, czynow a nawet wyczynow, odglosow, uderzen…taka sto-razy-juz-odgrzewana pap-ka, co mdlosci powoduje, gorzka zgage..niesmaczna, szara, przypalona pap-ka…ale ja w takiej pap-ce sie nie-pap-kam