taki niebieski, od parasolki, zgubilam gdzies…pewnie przy wyciaganiu czegos zupelnie innego…z zabalaganionej torebki
zezlilam sie na siebie…na swoje roztrzepanie…ledwo co dostalam – juz zgubilam
wciaz cos gubie…ostatnio nawet rozbijam…trace
aniol stroz szepce mi w myslach, ze nie ma tego zlego, ze nauczka na przyszlosc, ze moze te rzeczy same chca sobie juz po prostu odejsc…ze taka juz kolej rzeczy, ze dobrze, ze inne wciaz sa…ale ja jakos tak wciaz zezlona na siebie…
ze nie dbam, ze nie szanuje, ze zbyt ulotnie to wszytko traktuje…a tego pokrowca niebieskiego to mi zal, ze sobie poszedl…tak po prostu, ze nie przypilnowalam – i wylecial
szkoda